Są takie momenty w rodzicielstwie, które trudno uchwycić. Nic spektakularnego się nie dzieje, a jednak coś przestaje się zgadzać. Dziecko jest niby takie samo, a jednocześnie trochę inne. Szybciej się złości. Częściej się wycofuje. Reaguje mocniej niż kiedyś. I zostaje z tym takie ciche pytanie, które wraca w różnych momentach dnia: czy to jeszcze normalne, czy już coś, czym powinnam się zająć bardziej na serio?